Lila w stylu retro

Krój tej sukienki chodził za mną od 2 lat, ale z ciążowym brzuszkiem trudno jest taką na siebie naciągnąć…

Jednak co się odwlecze, to nie uciecze, więc „mam i ja”. (Ps. Plama na zdjeciach to rysa na obiektywie.)

Sukienka uszyta z wiskozy fajnie się leje i łatwo się szyła, ale gnieciuch z niej niezly, co uwydatnia jednobarwność tkaniny. Góra sukienki jest na wiskozowej podszewce. Dekolt z przodu i tyłu wycięty jest w szerokie trójkąty. Rękawy za łokieć, sukienka z tyłu wiązana dodatkowo kokardą, długość zdecydowanie za kolano.

Jakbym miala opisać ją jednym słowem, to powiedziałabym „urocza”.

 

Reklamy

Lady in red…

Poszłam do sklepu po biel na marynarkę, a wyszłam z czerwienią na sukienkę. Nie moglam się powstrzymac i wyrzutów sumienia nie mam…

Piękny materiał podobno z kolekcji KelvinaClaina od razu wpał mi w oko – ciekawa faktura i ciepła czerwień z nutą pomarańczy. Tkanina, która nie ma prawej i lewej strony niemalże.

Uszyłam z niej elegancką sukienkę na zimę – Święty Mikołaj z pewnością mi pozazdrości tej czerwieni w Wigilię. Krój z burdy nie jest taki prosty ale materiał był bardzo wdzięczny w szyciu, więc prucia dużo nie było. Całość uszyłam na podszewce, a tkaniny zostało mi jeszcze na jakąś bluzkę, więc z czerwonym tematem wrócę.

Na zakończenie SZCZERZE PRZEPRASZAM za wszystkie maile, na które od roku nie odpowiedziałam. Tak się poukładało, że dzieci baskinkę na rok pochłonęły w całości. Ale jestem i od dziś znów bedę Wam pokazywać, co wychodzi spod mojej maszyny, a coś tam zawsze wychodzi…

Klasyka dla cierpliwych

Zanim brzuch mi urósł, uszyłam jeszcze perełkę w stylu lat ’60. Wykrój jest przepiękny, a całość prezentuje się elegancko, pomimo wykorzystania zwykłej bawełny w chabrowym kolorze.

ch4 ch5 ch6

Jest to model z listopadowej burdy z 2012 roku. Jest w 100% w „moim stylu” i od razu mnie zauroczył. Całość bardzo prosta, bez zbędnych dodatków, falban i plis, a jednocześnie każdy element jest oryginalny i kobiecy: zwężany dół, rękawek 3/4, piękny przód i uroczy kielichowy kołnierz wraz ze stójką!

Nie będę ukrywać, że model ze względu na zakładki przodu zszywane po półkolu by ładnie podkreślić biust, jest bardzo wymagający. I nie chodzi tylko o wykrojenie całości na materiale oraz zszycie zakładek, chodzi głównie o to by szycia zakładek prawej i lewej części zeszły się razem. Przyznam, że 2 zakładki musiałam poprawiać. Chętnie przełożyłabym ten wykrój na jeden z jedwabi z mojej kolekcji, ale trochę mnie to przeraża.

ch2

Osobiście uważam, że kołnierz wraz ze stójką został zaprojektowany wręcz idealnie (co rzadko zdarza mi się napisać o wykrojach z burdy). Całość dzięki szyciom pięknie układa się z tyłu do linii karku, a z przodu super podkreśla szyję i nadaję szyku kreacji. Całość bardzo mi się podoba i doskonale się nosi, więc planuję jeszcze kilka razy wykorzystać.

ch3

Podchodząc do modelu trochę się bałam, że dół z wysokim stanem na środku brzucha będzie się „balonikował” i robił wrażenie pompowanego brzucha. Jednak obawy były niepotrzebne, całość układa się fajnie, a pompowany brzuch pojawił się dopiero w okolicach 5 miesiąca ciąży.

Technicznie: 100% bawełny, całość bez podszewki, długi kryty suwak na środkowym szwie pleców, na dole małe rozcięcie, sukienka trochę krótsza aniżeli oryginał.

Zdjęcia są robione na noszonym już wzorze, dlatego przepraszam za wszystkie pogniecenia, ale przynajmniej widzicie, jak całość wygląda po kilku godzinach noszenia…

 

Koło w stylu etno

To tak zwany projekt porzucony. Rozpoczęłam go w grudniu 2014 i zabrakło niewiele – suwak, podszewka dołu i podwinięcie dołu. Ale widać musiało upłynąć dużo wody w Wiśle (a raczej wyparować, biorąc pod uwagę upalne lato) i musiał mi wyskoczyć 5-o miesięczny brzuch, żebym dokończyła sukienkę na chłodniejsze dni… (W sumie, to całe szczęście, że nie wszyłam tego suwaka od razu, bo teraz bym się nie zapięła!)

c4 c3

I w ten sposób powstała pierwsza ciążowa kreacja produkcji własnej. Materiał 100% bawełny kupiłam kiedyś przez internet. Bardzo mi się spodobał wzór, choć kolory w rzeczywistości odbiegają od tych ekranowych, są bardzo „jesienne”. Trudno było mi dobrać zieloną nić, zwłaszcza, że bywam wybredna w tym temacie, a to na prawdę specyficzna zieleń.

Całość wykroju jest z grudniowej Budry 2014, zmieniłam jedynie rękawy, dekolt i długość określiłam wg własnego uznania. Kieszenie wykroiłam, ale widać w szaleńczej pogoni przed zeszłorocznymi świętami zapomniałam ich wszyć, bo znalazłam je dziś przypadkiem w pudle z tkaninami.

c5

Nie dokończyłam od razu sukienki, bo myślałam, że wykrój będzie się lepiej układał. Brakowało w nim głębszego i bardziej zwężonego podcięcia pod biustem. W efekcie całość wyglądała dość workowato, ale na 5 miesiąc ciąży okazuje się idealna! Choć potwierdzam swoją teorię o workowatości, bo jak widać nieźle kamufluje mój brzuch.

c2

Całość szyło się przyjemnie, bez większych trudności. Góra jest dwustronna, dół jest na różowej podszewce. Suwak wszyłam na plecach, a tylne zakładki troszkę zszyłam. Najtrudniejsze było równe wykrojenie dekoltu, ze względu na wzór, i wszystkich klinów (zwłaszcza przedniego) żeby się ładnie wzory „zgrały”. Ale wyszło chyba nie najgorzej.

No więc, wracamy do szycia…

A gdy zapadnie zmrok…

Dziś moja grudniowa kreacja w stylu lat ’50 – wygodna, świąteczna i dodatkowo w tej sukience odblaski po zmroku stają się po prostu zbędne. Sesja foto świąteczna – między prezentami i w pośpiechu, bo dzieciaki nie mogły się już doczekać rozrywania papierów, ale co nieco uchwycone zostało…

15

Oranżowa sukienka z satyny bawełnianej z dodatkiem lycry (nie mylić z bawełną satynową czy bawełną satynowaną;) już od dawna kręciła się w moich myślach. Chciałam coś od Diora, czyli dół z obfitego koła na 30 cm od podłogi i gorsetową górę. Do dzieła zmobilizowało mnie wydanie burda vintage i sukienka „grace”. Jednak ostatecznie moja kreacja nie ma nic wspólnego z tą z burdy.

 13

Zużyłam prawie 5 mb tkaniny i 2 szpulki nici (standardowo zużywam jedną). Jest to zdecydowanie najbardziej obfita i najcięższa z moich kreacji w szafie. Dół uszyty jest z pełnego koła marszczonego na 3 (sami wiecie ile to było tkaniny do wycięcia i obrobienia). Krojenie, zszywanie, zaprasowanie i wszycie jednej lamówki na dole spódnicy zajęło mi ponad 2 godziny! Nie to żebym nie miała z tego przyjemności, ale to już graniczyło z hedonizmem;) a w pracowni rozlegały się przyrzeczenia, że to już ostatnia kreacja z koła… (Dziś już o nich nie pamiętam.) 

 0810 12

Wracając do samej sukienki, na początku dół faktycznie był klasyczny na 30 cm od podłogi, ale nie wyglądało to dobrze i czułam się jak zakonnica w przykrótkim habicie. Więc skróciłam całość tuż za kolano. Spódnicę pomarszczyłam centymetrowymi kontrafałdami, a w szwach bocznych ukryłam kieszenie. Dół podszyłam lamówką z podszewki. Góra nie jest gorsetowa, taliowałam ją czterema pionowymi zaszewkami, a rękawy są odcinane w ramionach. Wersja z burdy się po prostu nieładnie układała więc zaimprowizowałam. Góra jest na podszewce z pominięciem rękawów, które zrobiłam w pełnej długości (w końcu mamy zimę). Całość wykończyłam paskiem wiązanym z tyłu na kokardę.

 0106

W planach mam jeszcze halkę z mocno marszczonym dołem, ale na razie czasu brak na jej uszycie, więc śmigam bez halki. Wszystko się bardzo ładnie układa i tańczy podczas chodzenia. W dodatku taka ilość tkaniny grzeje pupcie gdy mrozy za oknem, a zupełnie nie ogranicza i pozwala frywolnie śmigać nóżkom chociażby na parkiecie.

A tak całość prezentuje się już w życiu…

16

I jeszcze na koniec przepraszam za przestój na blogu – zwyczajny brak czasu, który każdemu jest znanym towarzyszem. Ale w Nowym Roku nowe postanowienia, a w nich m.in. wygospodarowanie więcej czasu na życie baskinki.

100% wełny w wełnie

Mrozy przyszły, więc warto zadbać o komfort cieplny. ECO jest fajne, dlatego dziś 100% wełny w wełnie, a w dodatku w morskim kolorze. Całkiem ujarzmiona okazała się być ta wełna, bo gryzła tylko trochę…
Ps. Jakby ktoś pytał, to zielony pas karate zdobyty.

0208

Sukienka jak widać może być użytkowana w co najmniej dwóch odsłonach – luźnej i wytaliowanej. Pas a’la karate zawiązany na supeł krawatowy wygląda na prawdę fajnie. Spokojnie, można iść na Wigilię w wersji z sexy talią, a jak już się człowiek porządnie naje, to w zanadrzu jest możliwość zdjęcia paska – nic nie ciśnie, brzucha nie widać, a szyk zachowany.

030709

Model sukienki już wcześniej pojawił się na blogu. Tym razem całość jest na grubej, atłasowej podszewce w przepięknym, głębokim kolorze chabru (niestety zapomniałam zrobić zdjęcia). Porządna podszewka była warunkiem ujarzmiania wełny, co by nie gilała po całym ciele.

Bałam się, ze tak rzadko tkana wełna będzie się bardzo pruła podczas szycia. Jednak zmechacone włókna wełniane ściśle się trzymały i całość po krojeniu zachowywała się na wzór filcu (oczywiście, jak komuś zależało, to można było pruć materiał). Ostatecznie szyło się bardzo przyjemnie. Jedyną trudność sprawiło mi prucie szwów (a było kilka drobnych poprawek), bo zakupiłam nici w identycznym kolorze co materiał i ciężko było je odróżnić.

04

Co do oryginalnego wykroju z Burdy (07/2014/116), całość wydłużyłam o 30 cm, zaszewki na biuście wydłużyłam do 15 cm i lekko podniosłam, dekolt obszyłam na 2 mm, a korpus lekko zwęziłam. Całość prezentuje się bardzo ładnie. Jestem zadowolona z efektu, a właścicielka sukienki jeszcze bardziej. Jest naturalnie, ciepło, kobieco i nic nie gemzi – jedym słowem „extra”!

Do Pani usług

Czyli tym razem coś na zamówienie. Miało być prosto, luźno i wygodnie, ale nie za sportowo. Wyszła sukienka idealna na obfitą kolację – można jeść i jeść, a brzucha i tak nie widać (marzenie dużego grona kobiet;) Do tego dodałam ukryte kieszenie, więc komfort w pełnym wydaniu.

080704

Sukienkę uszyłam z dwustronnej dzianina w fajnym granatowo-fioletowym melanżu. Z pominięciem rękawów, sukienka jest na fioletowej podszewce. Krój nieskomplikowany, zaszewki na piersiach, lekko taliowana na szwach bocznych z ukrytym suwakiem na plecach. Rękawy 3/4 krojone z dwóch części co widać na poniższych zdjęciach.

02 03

Dekolt ostebnowany blisko krawędzi. Kieszenie ukryte w szwach bocznych. Rękawy i dół wykończone ręcznym ściegiem krytym.

05 06

Wszystko szyło się dość przyjemnie, a efekt końcowy miło mnie zaskoczył. Wykrój, to lekko zmodyfikowana tunika z lipcowej Bury mod. 116.

Pierwszy śnieg na jedwabiu

A u mnie spadł pierwszy śnieg. Akurat na jedwab. Z tej okazji okrzyknięto mnie dziś Królową Śniegu i mam tylko nadzieję, że nie jest to aluzja do ciepłoty mojego serca…

16

W końcu wyjęłam prezent z Szanghaju i naturalny (potwierdzony zapalniczką), wzorzysty kupon jedwabiu rozlał się na moim stole roboczym, a mnie opanował (i uratował) stoicki spokój. Cena jaką przyszło płacić za metr tej naturalnej tkaniny sprawia, że ręka z nożyczkami potrafi zadrżeć. Ale jest ryzyko jest zabawa i warto próbować.

07 09 08

Zależało mi na ładnym wykorzystaniu pięknego, kwiatowego wzoru, dlatego sukienkę uszyłam według bardzo klasycznego wzoru z Burdy. Ponieważ burdowy rozmiar 36 w większości przypadków jest dla mnie raczej oversize’owy, całość początkowo uszyłam ze starej pościeli i modelowałam pod swoje kształty. Nie to żebym była jakaś drobinka, ale np. oryginalne zaszewki góry sukienki u mnie wylądowały w połowie drogi do podcięcia pach. Czasami zastanawiam się wg jakiego wzorca oni to wymiarują (???), bo mi na myśl przychodzi stereotyp Helgi zza zachodniej granicy… Krój jak widać jest bardzo kobiecy i podkreśla talię. Dopasowana góra i ołówkowy dół z krytym rozcięciem, w sumie 8 pionowych zaszewek, cięcie w talii, suwak na plecach – klasyka.

140102

Całość uszyta jest na błękitnej, wiskozowej podszewce. 99% wszystkich szyć jest ukryte, więc w sumie sukienka jest dwustronna. Jedynie zleniłam się przy rękawach i zapasy wszycia ukryłam lamówką – choć i to wygląda przyzwoicie.  Najtrudniejsze było wykończenie rękawów i dołu. Nie połasiłam się na jakiś tam ręczny ścieg kryty. O nie! Wszystko szyte na stebnówce od wewnątrz do konstrukcji podszewki. Pełen profesjonalizm. Układa się fantastycznie. Dużo pracy, a właściwie z pływającym jedwabiem, powinnam napisać DUUUŻO pracy (żeby nic się nie ciągnęło). Jednym słowem – nic nie widać i o taki efekt końcowy właśnie mi chodziło.

04 0306

Jak to zwykle bywa, za kobiece zachcianki trzeba płacić. Pół biedy jak płacą za nie mężczyźni, gorzej jak trzeba samemu pokrywać rachunki. Mi zachciało się mieć koniecznie (podkreślę słowo „koniecznie”) długi rękaw w sukience. Materiału było już mało, a raczej za mało, więc wpadłam na pomysł, że ładnie wykorzystam wzór i wytnę rękawy z ukosa. Bo przecież każdy przedszkolak wie (okazuje się, że nawet ja to wiem), że przekątna prostokąta jest dłuższa niż jego boki z osobna. Niestety myśl ta okazała się genialna przez krótką chwilę i szkoda, że u jej początku nie było przy mnie kogoś z palcem pukającym w głowę na wzór wszystkim nam znanego znaku (nawet przedszkolakom). O ile spódnica z ukosu zawsze układa się bez zarzutu, o tyle rękaw z ukosu to prawdziwy koszmar. Wszędzie się lał a wręcz ulewał, rozciągała, wybrzuszał, puchł i wkurzał autora, czyli mnie. Odwrotu nie było (chyba że na krótki rękaw), a przypomnę, że zachcianka była na rękaw długi. Musiałam usunąć mozolnie wykonywane zaszewki łokciowe i pogimnastykować się jak w callanetics’sie żeby całość przypominała rękaw z podszewki. I co? Tragedii greckiej w tym odcinku nie ma – ufff… Udało się i teraz to ja puchnę z dumy.

12 13

Patrzę i myślę sobie, że można by iść w takiej sukience zimą do ślubu. Tylko składa się tak, że akurat ja się nie wybieram. Ale na zakupy po włoszczyznę też się nada (byle by nie padało).

Ps. Przy pracy z jedwabiem wykorzystuję matę do krojenia, nóż kołowy, wycinam wszystko pojedynczymi warstwami, chodzę na paluszkach i staję na głowie, a i tak całość okupiona jest paczkami delicji i cysternami herbaty w celu uspokojenia irytacji (zwłaszcza gdy „clou programu” – dekolt wytnie się krzywo). Dobrze, że chociaż efekt końcowy zadowala (złośliwie dodam – tym razem).

Dresówka nietoperzówka

Powiecie, że „nuda”, „szarówka, „zwykła dresówka”. A dla mnie „energia”, „wygoda” i „ciepełko”, czyli produkt idealny na jesień…

 03 0807

Jeszcze w czwartek czułam potrzebę zaimplementowania do kolekcji jesień/zima świeżo wykończonego, nietoperkowatego wykroju na sukienkę (wspomnienie wyspiarskich wakacji). W piątek rano zdekatyzowałam szarą, pętelkową dresówkę i jeszcze ciepłą niczym świeże bułeczki z piekarni rozłożyłam na stole roboczym. Na długo przed zachodem słońca powstała wygodniacka i cepła wersja nietoperzówki.

01 02

Górę sukienki wyposażyłam w długi rękaw obcisły na przedramieniu. Dół mniej więcej do kolan jest także obcisły i wykonany z podwójnej warstwy tkaniny (czyli ciepło w pupę gwarantowane). Dresówka jest sztywniejsza od dzianiny i układa się trochę inaczej, ale równie fajnie. Większość prac wykonałam na overlocku, z którym wciąż próbuję znaleźć wspólny język. Dekolt wykończyłam lamówką z tego samego materiału, rękaw podwinęłam na końcu, a dla definitywnego znaczenia tyłu wszyłam metkę. To była chyba najszybciej wymyślona, wykonana i naszyta metka na świecie – ogół prac 7 minut!

Niestety tym razem bez gapiostwa się nie obeszło – wycięłam za wąskie rękawy (o 3 cm!) i musiałam wstawiać kliny po wewnętrznej stronie przedramienia. Ostateczny efekt jest bardzo fajny, ale ile ja się na tym napsioczyłam….

W weekend śmigałam w moich nowych szarościach i nadal utrzymuję swoje stanowisko o bezkresnej wygodzie tego modelu. Ograniczał mnie tylko podczas próby wykonania pozycji Baddha Konasana z jogi. Ot, tyle.

Wspomnienie wyspiarskich wakacji

Dzisiejsza wiosna zza okna wkradła się na mój stół roboczy… Jest niemalże środek października, a ja rozbudowuję kolekcję wiosenno-letnią, ale jakby ktoś pytał, to na przyszłoroczne dni ciepłe i słoneczne jestem już gotowa!

 04 03 02

Tą dzianinę kupiłam dawno temu z myślą o spódnicy z koła. Jednak pod wpływem powakacyjnych przemyśleń zawyrokowałam „wygodna sukienka na lato”. Wyszła z tego luźna, „nietoperzowa” góra z „ołówkowym” dołem.  Dół szyty jest z podwójnego materiału. Rękawy oraz dekolt wykończyłam lamówką z dzianiny. Moim zdaniem efekt końcowy jest fantastyczny i w 100% satysfakcjonuje autorkę! Wygodnie, przyjemnie, kobieco i pogodnie.

05

Sukienka jest dziełem uszytym na overlocku.** Próbuję się zaprzyjaźnić z tym urządzeniem, ale nie idzie łatwo. Pracuję na Singerze, który jest bardzo głośny i wydaje mi się być toporny w użytkowaniu. Kiedy przesiadam się do niego z mojej Janome, to czuję jak z tańca w różowych baletkach i spódniczce tutu wpadam w robocze trepy z metalowymi czubami, a do ręki ktoś wciska mi kilof. Może tylko pierwsze wrażenie (oby!). Więcej z tego frontu już wkrótce.

** Podziękowania dla Zochusa oraz jej mam za udostępnienie mi overlocka, co to bym mogła poszaleć z dresówkami.