Ktoś na mnie patrzy

Jak by się temu przyjrzeć głębiej, to nawet nie jedna osoba…

02

Przyszło lato i kolorowy jedwab w stylu pop-art, z mojej ulubionej chińskiej kolekcji, doczekał się skrojenia. Od początku planowałam z niego bluzkę na ciepłe dni z myślą o białych spodniach i spódnicach. Już pierwszego dnia kilka osób zwróciło uwagę na bluzkę, więc chyba wyglądała całkiem nieźle.

05 06

Tak na prawdę najpierw był pomysł na bluzkę, a potem dopiero materiał. Wykrój to niemalże kalka 1:1 z Burdy (1/2012) wykrój jak w mod.117 ale zapięcie przeniosłam na plecy. Jest to łatwy model nawet jak na jedwab. Najwięcej czasu spędza się nad marszczeniem szyi, żeby było symetryczne i równomierne, a zszycia rękawów wypadły dokładnie na środku ramion. U mnie prace te trochę utrudniła lekka modyfikacja góry ze względu na wąskie ramiona. Jednak całość szyła się przyjemnie, a efekt końcowy cieszy mnie po dziś dzień.

04

Dół bluzki wykończony jest 2 mm podwinięciem, rękawki i dekolt z kolei wykończyłam lamówką wyciętą z tego samego jedwabiu. Zapięcie również obrobione jest lamówką, a wszystko wykańcza uroczy, różowo-perłowy guziczek zapinany na pętelkę (tutaj zadbałam o precyzyjność wykończenia, żebym nie mogła się do niczego przyczepić i mogła spać z czystym sumieniem).

03

Szczerze przyznam, że kupując materiał przyoszczędziłam na ilości ze względu na jego cenę. Na szczęście wymierzyłam całość niemalże idealnie, bo po wycięciu pasków na wszystkie lamówki zostało mi może 15 cm kwadratowych. Ten, w 100% naturalny jedwab jest przyjemny i delikatny, ale nie jest idealnie śliski, co nie zmienia faktu, że pięknie się leje i układa. W upalne dni bluzka idealna. Do spodni jest fajnie luźna i przewiewna, a przy spódnicach z wysokim stanem ładnie się „balonikuje”.

No i na koniec przyznam się do jednej wpadki. Mega smutnej, ale da się z nią żyć. Jak odcinałam ostatnią nitkę w bluzce (literalnie i w przenośni ostatnią) niechcący przecięłam rękaw bluzki. Rozcięcie nie jest duże, ale możecie sobie wyobrazić ogrom mojej rozpaczy w tamtym momencie…

Ahoj!

Projekt, który od pomysłu do realizacji zabrał mi godzinę. Zresztą przerósł początkowy plan, bo miała być tylko spódnica, ale jak widać starczyło i na bluzkę. Całość zdążyłam ukończyć zanim mąż zamknął walizki, dlatego jedzie ze mną na wakacyjne podboje. Ahoj!

?

Będzie morsko i granatowo-białe pasy wydały mi się obowiązkowe w kategorii strój wakacyjny. W szafie nic nie znalazłam, więc na szybko trzeba było uszyć „coś”. Szybko miało znaczenie, bo czasu jak zwykle przed wakacjami brak, a „coś” miało się wpisywać w autentyczne potrzeby. Wyciągnęłam świeży nabytek – cienką dzianinę bawełnianą z niewielkim dodatkiem czegoś elastycznego. Lux.

  002005006

Całość jest oczywiście mega prosta. Spódnica to klasyczna ołówkówka zwężana ku dołowi. Szef poprowadziłam z tylu, a dzięki temu, że materiał jest elastyczny, nie musiałam robić rozporka. Góra spódnicy wykończona jest szeroką gumką ukrytą w pasie zszytym ze spódnicą. Teraz wiem, że a) łatwiej, b) szybciej, c) z lepszym rezultatem końcowym byłoby doszycie gumy do spódnicy i wywinięcie jej do środka, a następnie przeszycie od dołu. Wydaje mi się, że wtedy nie byłoby efektu nierówno schodzących się pasków przy wszyciu gumy. Oczywiście nierówności widzę głównie ja, stojąc na baczność przed lustrem z podciągniętą koszulką. W naturalnym ruchu jest to całkowicie niezauważalne. (Ale w mojej opinii nie jet to już produkt idealny, choć co do zasady, w pełni kompletny)

?

Dół spódnicy jest niewykończony i surowo się roluje. Podoba mi się ten efekt. Próbowałam najpierw zawinąć materiał do środka na stopce do podwijania, ale oczywiście brzydko się rozciągał. Potem próbowałam go ręcznie zawinąć i delikatnie szyć, ale po obrobieniu połowy dołu stwierdziłam, że surowe wykończenie i tak wygląda lepiej, więc musiałam wszystko rozpruć (wszystko oczywiście w ramach wspomnianej 1 godziny).

Góra to już mega prościzna. Materiał zszyty z tyłu w komin, wycięty dekolt (z przodu głębiej ale nie głęboko z przyczyn osobistych upodobań oczywiście) i wyciętymi otworami na ręce. Dół i rękawki oraz dekold na tzw. „żywca” czyli bez wykończenia. Chętnie wykończyłabym chociaż dekolt, ale nie zostało mi nic z tkaniny, a już o cięciu z ukosu mowy być nie mogło. Jednym słowem „zero” skrawków.

Teraz ubrana od stóp do głów ruszam na wakacyjny relaks i „zagramaniczne” poszukiwania tkanin (oby owocne!). Ahoj!

W męskim stylu

Tym razem coś z kolekcji dla płci przeciwnej. Wersja „na sportowo” powstała w ramach zadośćuczynienia głównemu sponsorowi mojej Janome…

010203

Granatowa dresówka i overlock to pewny sukces w dwie godziny. Krótkie spodenki wykonałam na podstawie wykroju „na oko”. Nogawkę wykończyłam wywinięciem na zewnątrz. Trochę więcej pracy mnie to kosztowało, ale zrobiłam tak by nie było widać szwów bocznych na wywinięciu. Całość trzyma się na gumce, a w szwach bocznych ukryłam dwie kieszenie. Dodatkowo szwy na kroczu od wewnątrz wzmocniłam taśmą bawełnianą żeby się nie rozchodziły podczas dresowych akrobacji. To bardzo dobry patent, który kiedyś podpatrzyłam w jednym z markowych dresów.

Model wygodny i funkcjonalny. Do eleganckich nie należy, ale zdecydowanie mogę polecić. A już myślę o wersji damskiej w szarościach.

Wspomnienie wyspiarskich wakacji

Dzisiejsza wiosna zza okna wkradła się na mój stół roboczy… Jest niemalże środek października, a ja rozbudowuję kolekcję wiosenno-letnią, ale jakby ktoś pytał, to na przyszłoroczne dni ciepłe i słoneczne jestem już gotowa!

 04 03 02

Tą dzianinę kupiłam dawno temu z myślą o spódnicy z koła. Jednak pod wpływem powakacyjnych przemyśleń zawyrokowałam „wygodna sukienka na lato”. Wyszła z tego luźna, „nietoperzowa” góra z „ołówkowym” dołem.  Dół szyty jest z podwójnego materiału. Rękawy oraz dekolt wykończyłam lamówką z dzianiny. Moim zdaniem efekt końcowy jest fantastyczny i w 100% satysfakcjonuje autorkę! Wygodnie, przyjemnie, kobieco i pogodnie.

05

Sukienka jest dziełem uszytym na overlocku.** Próbuję się zaprzyjaźnić z tym urządzeniem, ale nie idzie łatwo. Pracuję na Singerze, który jest bardzo głośny i wydaje mi się być toporny w użytkowaniu. Kiedy przesiadam się do niego z mojej Janome, to czuję jak z tańca w różowych baletkach i spódniczce tutu wpadam w robocze trepy z metalowymi czubami, a do ręki ktoś wciska mi kilof. Może tylko pierwsze wrażenie (oby!). Więcej z tego frontu już wkrótce.

** Podziękowania dla Zochusa oraz jej mam za udostępnienie mi overlocka, co to bym mogła poszaleć z dresówkami.

Na safari

Zaczęłam wyławiać duchy przeszłości. Segreguję je na dwa rodzaje. Pierwszy – do definitywnego rozstania, czyli wyrzucam je na śmietnik ku radości lokalnych kloszardów. Drugi – do liftingu, czyli zmieniam ich oblicze.

010203

Piaskowe spodnie leżały w mojej szafie prawie 10 lat i nie pamiętam bym w nich chodziła. A wszystko przez długość (7/8) i dziwnie zwężające się nogawki wykończone rozcięciami po bokach. Duch został ostatecznie skrócony, podwinięty, dodałam mu patki (w tym dwie zapinane na guziki) i wyszły bardzo fajne spodnie typu safari. Już czekam na przyszłoroczne wakacje.

Niezniszczalny błękit

Niezniszczalny materiał i żywotny wykrój, czyli piękna sukienka na słoneczne dni.

 110910

Tkanina ta czekała 30 lat żeby ktoś ją na nowo odkrył, pokroił i pozszywał!!! Dziesiątki razy była prana, a wciąż wygląda jak nowa! Także dekatyzację miałam z głowy. Znalazłam ją całkiem przypadkiem tuż po obejrzeniu filmu z Brigitte Bardot i od razu postanowiłam uszyć sukienkę w stylu lat ’50 (tylko trochę krótszą niż klasyki).

„Niech chodź utartymi ścieżkami bo się poślizgniesz.” pisał Stanisław Lec i ja tym razem wybrałam opcję niestandardową – niebieską tkaninę szyłam amarantową nicią. Pokusiłam się nawet o zdobienia, a całość wykończyłam paskiem ostebnowanym na amarantowo i wiązanym z tyłu na kokardkę – wyszło uroczo, dziewczęco.

0104

zdj. – brzegi ramion oraz dół spódnicy obszyty ozdobnym ściegiem, dekolt płytko ostebnowany

Suwak ukryłam w szwie bocznym. Jedyny jaki miałam pod ręką był w kolorze granatowym, ale wszycie wyszło bardzo ładnie i praktycznie go nie widać.

05 06

Forma to połączenie dwóch wykrojów z Burdy: góra 3/2011/108, dół 7/2012/133. Wszystko się ładnie spasowało i praktycznie nie wprowadzałam żadnych zmian. Jedynie górę szyłam z jednej warstwy, a nie z dwóch. Dół spódnicy krojony był z dwóch części i nie jest pełnym kołem. Jednak układa się przepięknie i gęsto faluje. Chyba nawet podoba mi się bardziej aniżeli w mojej sukience „cud, miód, malina”, która szyta była z pełnego koła.

0302

Jeśli chodzi o zdjęcia, to znów musiałam pozować – Zofia chyba przytyła. Nie wiem jak to się stało. Może za dużo pączków po pracy, a może ostatnio na siłowni pracowała nad ramionami. W każdym bądź razie, efekt końcowy jest taki, że ja mogę założyć sukienkę, a na Zofię naciągnąć jej już nie mogę… Jest jeszcze teoria, że to ja zawiniłam i wszyłam nie dość długi suwak (oczywiście teoria ta jest mało realistyczna).

A podsumowując, całość szyło mi się doskonale. Dobre formy + materiał pływał pod stopką (nie mylić ze słowem „spływał”) i praktycznie się nie pruł – nie ma to jak jakość czasów sprzed „made ich China”.

Batystowa końcówka

Wykańczania resztek ciąg dalszy. Pamiętacie batystowe srebro? Zostało mi trochę tej przepięknej tkaniny i udało się z niej wykroić letnią bluzeczkę (niestety nie dla mnie).

0705

Model bardzo prosty z jedną zakładką na wysokości biustu, wytaliowany i marszczony na środku dekoltu. Ze względu na niedostatki tkaniny musiałam wykonać łączenie na plecach, ale wyszło całkiem profesjonalnie.

01

Dekolt i ramiona wykończone są lamówką z batystu.

02 04

 

Jak „na oko” całkiem spoko

Pamiętacie sukienkę z naszywanymi kieszeniami, zostało mi trochę tamtej bawełnianej tkaniny a’la jeans. Co by resztki nie plątały się po domu, zrodził się pomysł na krótkie spodenki (w końcu niektórzy jeszcze na wakacjach nie byli). Wykroju nie miałam, więc „na oko” i na szybko wycięłam nogawki (wzorując się na starych spodenkach wyciągniętych z szafy), a w zapasach znalazłam chyba jeden z najkrótszych suwaków świata (kolor się liczył). Resztki granatowych nici, guzik z metki od jakiegoś sklepowego nabytku i powstały super wygodne portaski. Na kieszenie już nie starczyło, ale i tak świetnie się w nich śmiga. 

 050706

zdj. – tym razem Zofia patrzyła, a ja się kręciłam przed obiektywem, ale zważywszy na jej jedną nogę, trudno było ubrać ją w spodenki

Taśmę paska podszywałam ręcznie od środka, co by szwów nie było widać.

0203

zdj. – pasek od zewnątrz i od ośrodka

 A suwak? Mój pierwszy w spodniach i w dodatku jakieś maleństwo mi się trafiło, ale wyszło całkiem ładnie.

01

Nogawki zakończyłam podwójnym stebnowaniem.

04

zdj. – wykończenie nogawek widok od zewnątrz i od środka

Autorka i właścicielka spodenek zadowolona. Zadowolona podwójnie, bo spodenki są i resztek tkaniny nie ma! Porządek – to lubię!

Motyle skrzydło

Ufff… Udało się. Moja jedwabna sukienka „cud, miód, malina” ukończona! (A ja wykończona, ale chociaż z uśmiechem na twarzy.) Ledwo zdążyła ześlizgnąć się ze stołu roboczego, a już wirowała na parkiecie. Ale po kolei…

0307

Cienki jedwab z domieszką bawełny (można się pokusić o stwierdzenie półprzezroczysty) z wzorem fragmentów motylich skrzydeł wykonanych akwarelami, wpadł w moje dłonie przeszło pół roku temu (razem z pierwszymi wiosennymi promykami słońca). Od razu pojawił się bukiet myśli: sukienka, lato, koło, halka, lata ’50-’60. Projekt ambitny, ale w końcu takie lubimy najbardziej. Po poszukiwaniach wzoru, który nie pociąłby za bardzo tkaniny, górę wykonałam z marcowej Burdy z 2011 roku mod. 108 (drobne zmiany, to podniesienie tali do góry). Dół natomiast wycinałam z pełnego koła, które rozcięłam by wszyć suwak ukryty w szwie bocznym.

Praca nad sukienką zaczęła się przyjemnie. Górę wycięłam i zszyłam bardzo szybko, choć wykonana jest w koncepcji „2 razy prawa strona” (wszystkie szwy ukryte dla lewej i prawej strony) co wymagało ogromnej precyzji w zszywaniu zaszewek. Początkowo wiele trudności sprawiło mi zszycie ramion – opis Burdy był tak nieintuicyjny i niezrozumiały, że postanowiłam zamknąć czasopismo i na spokojnie znaleźć swój sposób. Chwila ciszy, koncepcja się wyklarowała i wyszło pięknie. Przyznam, że bardzo mi się spodobało to szycie „2 razy prawa strona” i będę je stosowała znacznie częściej.

0604

zdj. – dopasowana góra sukienki z zakładkami

01

zdj. – wszystkie szwy ukryte

Większe kłopoty zaczęły się przy dole sukienki. Wycięłam koło zgodnie z zachowaniem wszelkich zasad sztuki, ale jednak coś poszło nie tak (choć na tamtym etapie jeszcze nie było tego widać). Błąd powielił się przy wszywaniu dołu do góry (materiał nie równo się naciągał). W ostatecznym efekcie dół wyszedł pofalowany, a ja załamana. Moja frustracja rosła przy próbach wyrównania dołu, bo jak to zrobić kiedy sukienkę mierzy się na sobie? I wtedy postanowiłam „zatrudnić” Zofię (Zofię przedstawiałam kilka wpisów wcześniej). Kolejne trudności pojawiły się przy podwijaniu. Przygotowałam lamówkę z ukosa, ale wszycie jej by materiał się nie marszczył vel falował było męką. Myślę, że w przyszłości przy podobnie cienkich materiałach będę również i dół sukienek szyła w wersji „2 razy prawa strona”. Pozwoli to ładnie ukryć wszystkie szwy i odpadnie podwijanie. Zniknie też problem z prześwitującą bielizną.

Pod spódnicę uszyłam oczywiście czarną, jednowarstwową, wiskozową halkę z pełnego koła. Dzięki niej dół sukienki troszkę się podniósł i ładniej układał (zwłaszcza przy kręceniu weselnych piruetów). Dodatkowym bonusem był brak widoków na bieliznę (także z pantalonami mam pełną dowolność). Początkowo myślałam o uszyciu halki z klasycznego tiulu, ale okazał się być za sztywny dla tak cienkiego i lejącego się jedwabiu. Dół się co prawda mocno podniósł ale jedwab się spłaszczył, stracił swoją lekkość i zwiewność i już nie falował podczas chodzenia. Całość wytaliowałam cienką, czarną wstążką wiązaną z tyłu na kokardę.

05

zdj. – tył sukienki 

Do sukienki idealnie pasuje bolerko, które uszyła moja mama bardzo dawno temu (aż strach się przyznać jak dawno temu to było, ale grunt, że wciąż wygląda jak nowe).

02

zdj. – stylizacja z bolerkiem

Ps. Na żywo sukienka wygląda 2 razy lepiej, a użytkuje się ją doskonale. Polecam!

Kupiłam 1 metr a wyszły mi 2…

Uszyłam bardzo fajną sportową bluzkę na wiosnę i lato. Jest lekka i luźna, przez co bardzo przewiewna – sprawdzała się nawet w upały (wg słów właścicielki). 

76

zdj. – tył, bok

Rękaw reglanowy, szeroki, na 3/4 długości. Tył jest cięty po łuku i dłuższy o kilkanaście cm aniżeli przód. Dekolt wykończyłam ściągaczem z tego samego materiału. A co do materiału (O rany!) pod stopką okazał się być nieznośny niczym niewyspany dwulatek. Kupiłam mniej więcej 1 metr, a rozciągnął się chyba aż na dwa! (Absolwent SGH powiedziałby, że wyszło ekonomicznie.)01

 

zdj. – przykład tego co działo się z materiałem pod stopką i przy krojeniu

Dodatkowo, tkanina była mało elastyczna i raczej cienka, przez co nie ściągała się na powrót do stanu pierwotnego. Najwięcej trudności narobiła mi podczas krojenia dekoltu. Przewidując kłopoty, wykroiłam mniejszy dekolt, który ostatecznie i tak się mocno wyciągną – można było kręcić bluzką na biodrach niczym hula-hop. Zaradziłam temu robiąc marszczenia przy ściągaczu na szerokości reglanowanego rękawa. Przyznam, że wyszło po prostu ładnie.

0305

zdj. – dekolt z marszczeniami

Co do wykroju, inspirowałam się wiosenną Burdą, ale że zdjęcie stylizacji i wykrój okazały się być dwiema różnymi bluzkami – nie zapamiętałam dokładnie numeru.