Ahoj!

Projekt, który od pomysłu do realizacji zabrał mi godzinę. Zresztą przerósł początkowy plan, bo miała być tylko spódnica, ale jak widać starczyło i na bluzkę. Całość zdążyłam ukończyć zanim mąż zamknął walizki, dlatego jedzie ze mną na wakacyjne podboje. Ahoj!

?

Będzie morsko i granatowo-białe pasy wydały mi się obowiązkowe w kategorii strój wakacyjny. W szafie nic nie znalazłam, więc na szybko trzeba było uszyć „coś”. Szybko miało znaczenie, bo czasu jak zwykle przed wakacjami brak, a „coś” miało się wpisywać w autentyczne potrzeby. Wyciągnęłam świeży nabytek – cienką dzianinę bawełnianą z niewielkim dodatkiem czegoś elastycznego. Lux.

  002005006

Całość jest oczywiście mega prosta. Spódnica to klasyczna ołówkówka zwężana ku dołowi. Szef poprowadziłam z tylu, a dzięki temu, że materiał jest elastyczny, nie musiałam robić rozporka. Góra spódnicy wykończona jest szeroką gumką ukrytą w pasie zszytym ze spódnicą. Teraz wiem, że a) łatwiej, b) szybciej, c) z lepszym rezultatem końcowym byłoby doszycie gumy do spódnicy i wywinięcie jej do środka, a następnie przeszycie od dołu. Wydaje mi się, że wtedy nie byłoby efektu nierówno schodzących się pasków przy wszyciu gumy. Oczywiście nierówności widzę głównie ja, stojąc na baczność przed lustrem z podciągniętą koszulką. W naturalnym ruchu jest to całkowicie niezauważalne. (Ale w mojej opinii nie jet to już produkt idealny, choć co do zasady, w pełni kompletny)

?

Dół spódnicy jest niewykończony i surowo się roluje. Podoba mi się ten efekt. Próbowałam najpierw zawinąć materiał do środka na stopce do podwijania, ale oczywiście brzydko się rozciągał. Potem próbowałam go ręcznie zawinąć i delikatnie szyć, ale po obrobieniu połowy dołu stwierdziłam, że surowe wykończenie i tak wygląda lepiej, więc musiałam wszystko rozpruć (wszystko oczywiście w ramach wspomnianej 1 godziny).

Góra to już mega prościzna. Materiał zszyty z tyłu w komin, wycięty dekolt (z przodu głębiej ale nie głęboko z przyczyn osobistych upodobań oczywiście) i wyciętymi otworami na ręce. Dół i rękawki oraz dekold na tzw. „żywca” czyli bez wykończenia. Chętnie wykończyłabym chociaż dekolt, ale nie zostało mi nic z tkaniny, a już o cięciu z ukosu mowy być nie mogło. Jednym słowem „zero” skrawków.

Teraz ubrana od stóp do głów ruszam na wakacyjny relaks i „zagramaniczne” poszukiwania tkanin (oby owocne!). Ahoj!

Reklamy