A gdy zapadnie zmrok…

Dziś moja grudniowa kreacja w stylu lat ’50 – wygodna, świąteczna i dodatkowo w tej sukience odblaski po zmroku stają się po prostu zbędne. Sesja foto świąteczna – między prezentami i w pośpiechu, bo dzieciaki nie mogły się już doczekać rozrywania papierów, ale co nieco uchwycone zostało…

15

Oranżowa sukienka z satyny bawełnianej z dodatkiem lycry (nie mylić z bawełną satynową czy bawełną satynowaną;) już od dawna kręciła się w moich myślach. Chciałam coś od Diora, czyli dół z obfitego koła na 30 cm od podłogi i gorsetową górę. Do dzieła zmobilizowało mnie wydanie burda vintage i sukienka „grace”. Jednak ostatecznie moja kreacja nie ma nic wspólnego z tą z burdy.

 13

Zużyłam prawie 5 mb tkaniny i 2 szpulki nici (standardowo zużywam jedną). Jest to zdecydowanie najbardziej obfita i najcięższa z moich kreacji w szafie. Dół uszyty jest z pełnego koła marszczonego na 3 (sami wiecie ile to było tkaniny do wycięcia i obrobienia). Krojenie, zszywanie, zaprasowanie i wszycie jednej lamówki na dole spódnicy zajęło mi ponad 2 godziny! Nie to żebym nie miała z tego przyjemności, ale to już graniczyło z hedonizmem;) a w pracowni rozlegały się przyrzeczenia, że to już ostatnia kreacja z koła… (Dziś już o nich nie pamiętam.) 

 0810 12

Wracając do samej sukienki, na początku dół faktycznie był klasyczny na 30 cm od podłogi, ale nie wyglądało to dobrze i czułam się jak zakonnica w przykrótkim habicie. Więc skróciłam całość tuż za kolano. Spódnicę pomarszczyłam centymetrowymi kontrafałdami, a w szwach bocznych ukryłam kieszenie. Dół podszyłam lamówką z podszewki. Góra nie jest gorsetowa, taliowałam ją czterema pionowymi zaszewkami, a rękawy są odcinane w ramionach. Wersja z burdy się po prostu nieładnie układała więc zaimprowizowałam. Góra jest na podszewce z pominięciem rękawów, które zrobiłam w pełnej długości (w końcu mamy zimę). Całość wykończyłam paskiem wiązanym z tyłu na kokardę.

 0106

W planach mam jeszcze halkę z mocno marszczonym dołem, ale na razie czasu brak na jej uszycie, więc śmigam bez halki. Wszystko się bardzo ładnie układa i tańczy podczas chodzenia. W dodatku taka ilość tkaniny grzeje pupcie gdy mrozy za oknem, a zupełnie nie ogranicza i pozwala frywolnie śmigać nóżkom chociażby na parkiecie.

A tak całość prezentuje się już w życiu…

16

I jeszcze na koniec przepraszam za przestój na blogu – zwyczajny brak czasu, który każdemu jest znanym towarzyszem. Ale w Nowym Roku nowe postanowienia, a w nich m.in. wygospodarowanie więcej czasu na życie baskinki.

100% wełny w wełnie

Mrozy przyszły, więc warto zadbać o komfort cieplny. ECO jest fajne, dlatego dziś 100% wełny w wełnie, a w dodatku w morskim kolorze. Całkiem ujarzmiona okazała się być ta wełna, bo gryzła tylko trochę…
Ps. Jakby ktoś pytał, to zielony pas karate zdobyty.

0208

Sukienka jak widać może być użytkowana w co najmniej dwóch odsłonach – luźnej i wytaliowanej. Pas a’la karate zawiązany na supeł krawatowy wygląda na prawdę fajnie. Spokojnie, można iść na Wigilię w wersji z sexy talią, a jak już się człowiek porządnie naje, to w zanadrzu jest możliwość zdjęcia paska – nic nie ciśnie, brzucha nie widać, a szyk zachowany.

030709

Model sukienki już wcześniej pojawił się na blogu. Tym razem całość jest na grubej, atłasowej podszewce w przepięknym, głębokim kolorze chabru (niestety zapomniałam zrobić zdjęcia). Porządna podszewka była warunkiem ujarzmiania wełny, co by nie gilała po całym ciele.

Bałam się, ze tak rzadko tkana wełna będzie się bardzo pruła podczas szycia. Jednak zmechacone włókna wełniane ściśle się trzymały i całość po krojeniu zachowywała się na wzór filcu (oczywiście, jak komuś zależało, to można było pruć materiał). Ostatecznie szyło się bardzo przyjemnie. Jedyną trudność sprawiło mi prucie szwów (a było kilka drobnych poprawek), bo zakupiłam nici w identycznym kolorze co materiał i ciężko było je odróżnić.

04

Co do oryginalnego wykroju z Burdy (07/2014/116), całość wydłużyłam o 30 cm, zaszewki na biuście wydłużyłam do 15 cm i lekko podniosłam, dekolt obszyłam na 2 mm, a korpus lekko zwęziłam. Całość prezentuje się bardzo ładnie. Jestem zadowolona z efektu, a właścicielka sukienki jeszcze bardziej. Jest naturalnie, ciepło, kobieco i nic nie gemzi – jedym słowem „extra”!

Bebe po raz pierwszy

Ponura jesień za oknem. Coraz dłuższe noce i coraz cięższe poranki. A do tego ciepłe piżamy z długimi nogawkami. Pomyślałam, że trzeba zrealizować projekt z duszą, by rano wstawać z wiosenną energią. I tak powstała moja „słodziaszna” piżama w angielskim stylu…

06

Materiał (cienka flanela) zauroczył mnie od razu. A że ja kwiatowa w ogóle nie jestem, więc coś w sobie mieć musi. Piżama miała primo BYĆ WYGODNA i secondo WYGLĄDAĆ (nienagannie). Miała też uczyć, więc pierwszy raz w życiu wycięłam kołnierzyk bebe. Wyszło perfekcyjnie (z kołnierzykiem oczywiście), a reszta jak widać.

03

Rękawy i nogawki wykończone są szerokimi ściągaczami. Jest to bardzo fajne rozwiązanie bo rękawy nie moczą się np. przy myciu zębów, a szeroki nogawki nie przydeptują kapciami. Ściągacze są na tyle luźne by nie obciskać, a zapas rękawów i nogawek po długości pozwala swobodnie kręcić się przez całą noc w łóżku. Rzec by można – rozwiązanie idealne. Spodnie mojej nobliwej piżamy trzymają się na grubej gumie. Koszulka jest lekko taliowana i ma zaszewki na biuście.

04

Dekolt wykończyłam kołnierzykiem bebe i obszyłam lamówką. W zamyśle wszystko układało się nienagannie. W rzeczywistości jednak lamówka z flaneli zszyta na sznurek okazuje się być dość sztywna i nie można z niej ukręcić drobnej kokardki. Szkoda.

01

Wykrój na piżamę jest z głowy (mojej głowy). Na koniec jako użytkowniczka owego zestawu mogę stwierdzić jedno – nosi się świetnie.

08 09

Przychodzi noc, a na ścianie pojawiają się groźne cienie, tak jak na moich dzisiejszych zdjęciach…

Do Pani usług

Czyli tym razem coś na zamówienie. Miało być prosto, luźno i wygodnie, ale nie za sportowo. Wyszła sukienka idealna na obfitą kolację – można jeść i jeść, a brzucha i tak nie widać (marzenie dużego grona kobiet;) Do tego dodałam ukryte kieszenie, więc komfort w pełnym wydaniu.

080704

Sukienkę uszyłam z dwustronnej dzianina w fajnym granatowo-fioletowym melanżu. Z pominięciem rękawów, sukienka jest na fioletowej podszewce. Krój nieskomplikowany, zaszewki na piersiach, lekko taliowana na szwach bocznych z ukrytym suwakiem na plecach. Rękawy 3/4 krojone z dwóch części co widać na poniższych zdjęciach.

02 03

Dekolt ostebnowany blisko krawędzi. Kieszenie ukryte w szwach bocznych. Rękawy i dół wykończone ręcznym ściegiem krytym.

05 06

Wszystko szyło się dość przyjemnie, a efekt końcowy miło mnie zaskoczył. Wykrój, to lekko zmodyfikowana tunika z lipcowej Bury mod. 116.

Gabardyna w czerni

W swojej pracowni zidentyfikowałam Trójkąt Bermudzki. Raz zniknęła mi igła (do dziś sprawa niewyjaśniona), a ostatnio zaginęło mi 5 cm. I to było nie byle jakie 5 centymetrów. Kolor czarny, 100% wiskozy, wyprasowane. Jak by ktoś widział, to koniecznie proszę o kontakt…

010208

Jak to zasady sztuki krawieckiej nakazują, podszewkę marynarki wycięłam z zapasem na fałdę na plecach. Zapas stanowiło wspomniane 5 centymetrów. 5 cm? Rzekniecie. 5 w lewo, 5 w prawo, a cóż to za różnica? Dopowiecie. To ja odpowiem, że owe 5 cm w krawiectwie to jak 50 km na autostradzie na Poznań – można przegapić kilka zjazdów! Wspomniane 5 cm na fałdę dodałam ale go nie mam. Wszywając podszewkę wszystko wyszło na styk. Gabardyna co do zasady rozciągliwa nie jest, a wiskoza nie miała okazji się skurczyć – Trójkąt Bermudzki jak nic!

07 04

Marynarkę bez guzików i z rękawem 3/4 uszyłam z czarnej, bardzo gęsto tkanej gabardyny (100% bawełny). Tkanina o ukośnym splocie bardzo mi się podoba – ładnie się prasuje i niewiele gniecie, łatwo i przyjemnie szyje. Problematyczne były jedynie łączenia na szwach. Gdy maszyna musiała połknąć 4 warstwy materiału wszystko ledwo mieściło się pod stopką. Dodatkowo odszycie szyi początkowo wycięłam z gabardyny ale po wszyciu okazało się, że dwie warstwy tak sztywnej tkaniny (+2 zapasów szwów) nie układają się ładnie i musiałam jednak wykonać odszycie z podszewki. Ułatwiłabym sobie sprawę wycinając większą podszewkę na plecy, ale zapasu wiskozy już nie miałam. Klapy i dekolt ostebnowałam przy krawędzi na ok 1 mm, więc całość układa się teraz perfekcyjnie. Żakiet jest oczywiście w całości na podszewce.

05

(zdj. – przód dekoltu)

Żakiet szyłam z myślą o moich spódnicach z wysokim stanem. Ale teraz widzę, że będzie również świetnym dodatkiem dla spodni. Ciekawie i dość sportowo wygląda z białą koszulą, gdy mankiety rękawów wystają spod marynarki.

Model zaczerpnęłam z Burdy z 2012 roku, znalazłam go w rozmiarze 17, więc na szczęście nie musiałam dużo przerabiać. Jedynie rękawy zmieniłam na znacznie węższe, cięte z jednego kawałka i z zaszewką łokciową. Wszyłam je dość płasko.

06

(zdj. – zaszewka łokciowa i wykończenie rękawa 3/4)

Pierwszy śnieg na jedwabiu

A u mnie spadł pierwszy śnieg. Akurat na jedwab. Z tej okazji okrzyknięto mnie dziś Królową Śniegu i mam tylko nadzieję, że nie jest to aluzja do ciepłoty mojego serca…

16

W końcu wyjęłam prezent z Szanghaju i naturalny (potwierdzony zapalniczką), wzorzysty kupon jedwabiu rozlał się na moim stole roboczym, a mnie opanował (i uratował) stoicki spokój. Cena jaką przyszło płacić za metr tej naturalnej tkaniny sprawia, że ręka z nożyczkami potrafi zadrżeć. Ale jest ryzyko jest zabawa i warto próbować.

07 09 08

Zależało mi na ładnym wykorzystaniu pięknego, kwiatowego wzoru, dlatego sukienkę uszyłam według bardzo klasycznego wzoru z Burdy. Ponieważ burdowy rozmiar 36 w większości przypadków jest dla mnie raczej oversize’owy, całość początkowo uszyłam ze starej pościeli i modelowałam pod swoje kształty. Nie to żebym była jakaś drobinka, ale np. oryginalne zaszewki góry sukienki u mnie wylądowały w połowie drogi do podcięcia pach. Czasami zastanawiam się wg jakiego wzorca oni to wymiarują (???), bo mi na myśl przychodzi stereotyp Helgi zza zachodniej granicy… Krój jak widać jest bardzo kobiecy i podkreśla talię. Dopasowana góra i ołówkowy dół z krytym rozcięciem, w sumie 8 pionowych zaszewek, cięcie w talii, suwak na plecach – klasyka.

140102

Całość uszyta jest na błękitnej, wiskozowej podszewce. 99% wszystkich szyć jest ukryte, więc w sumie sukienka jest dwustronna. Jedynie zleniłam się przy rękawach i zapasy wszycia ukryłam lamówką – choć i to wygląda przyzwoicie.  Najtrudniejsze było wykończenie rękawów i dołu. Nie połasiłam się na jakiś tam ręczny ścieg kryty. O nie! Wszystko szyte na stebnówce od wewnątrz do konstrukcji podszewki. Pełen profesjonalizm. Układa się fantastycznie. Dużo pracy, a właściwie z pływającym jedwabiem, powinnam napisać DUUUŻO pracy (żeby nic się nie ciągnęło). Jednym słowem – nic nie widać i o taki efekt końcowy właśnie mi chodziło.

04 0306

Jak to zwykle bywa, za kobiece zachcianki trzeba płacić. Pół biedy jak płacą za nie mężczyźni, gorzej jak trzeba samemu pokrywać rachunki. Mi zachciało się mieć koniecznie (podkreślę słowo „koniecznie”) długi rękaw w sukience. Materiału było już mało, a raczej za mało, więc wpadłam na pomysł, że ładnie wykorzystam wzór i wytnę rękawy z ukosa. Bo przecież każdy przedszkolak wie (okazuje się, że nawet ja to wiem), że przekątna prostokąta jest dłuższa niż jego boki z osobna. Niestety myśl ta okazała się genialna przez krótką chwilę i szkoda, że u jej początku nie było przy mnie kogoś z palcem pukającym w głowę na wzór wszystkim nam znanego znaku (nawet przedszkolakom). O ile spódnica z ukosu zawsze układa się bez zarzutu, o tyle rękaw z ukosu to prawdziwy koszmar. Wszędzie się lał a wręcz ulewał, rozciągała, wybrzuszał, puchł i wkurzał autora, czyli mnie. Odwrotu nie było (chyba że na krótki rękaw), a przypomnę, że zachcianka była na rękaw długi. Musiałam usunąć mozolnie wykonywane zaszewki łokciowe i pogimnastykować się jak w callanetics’sie żeby całość przypominała rękaw z podszewki. I co? Tragedii greckiej w tym odcinku nie ma – ufff… Udało się i teraz to ja puchnę z dumy.

12 13

Patrzę i myślę sobie, że można by iść w takiej sukience zimą do ślubu. Tylko składa się tak, że akurat ja się nie wybieram. Ale na zakupy po włoszczyznę też się nada (byle by nie padało).

Ps. Przy pracy z jedwabiem wykorzystuję matę do krojenia, nóż kołowy, wycinam wszystko pojedynczymi warstwami, chodzę na paluszkach i staję na głowie, a i tak całość okupiona jest paczkami delicji i cysternami herbaty w celu uspokojenia irytacji (zwłaszcza gdy „clou programu” – dekolt wytnie się krzywo). Dobrze, że chociaż efekt końcowy zadowala (złośliwie dodam – tym razem).

W męskim stylu

Tym razem coś z kolekcji dla płci przeciwnej. Wersja „na sportowo” powstała w ramach zadośćuczynienia głównemu sponsorowi mojej Janome…

010203

Granatowa dresówka i overlock to pewny sukces w dwie godziny. Krótkie spodenki wykonałam na podstawie wykroju „na oko”. Nogawkę wykończyłam wywinięciem na zewnątrz. Trochę więcej pracy mnie to kosztowało, ale zrobiłam tak by nie było widać szwów bocznych na wywinięciu. Całość trzyma się na gumce, a w szwach bocznych ukryłam dwie kieszenie. Dodatkowo szwy na kroczu od wewnątrz wzmocniłam taśmą bawełnianą żeby się nie rozchodziły podczas dresowych akrobacji. To bardzo dobry patent, który kiedyś podpatrzyłam w jednym z markowych dresów.

Model wygodny i funkcjonalny. Do eleganckich nie należy, ale zdecydowanie mogę polecić. A już myślę o wersji damskiej w szarościach.

To już jest koniec

Chyba się uzależniłam od nietoperzowych bluzek. Zdecydowanie idę na odwyk i od jutra zaczynam kroić nowe wzory.

05 04 03

Jednak, ostatnim rzutem na taśmę powstała ta dzianinowa bluzka z rękawkami 3/4. Dół i rękawy wykończone są grubym ściągaczem z dzianiny (4 cm). Dekolt z kolei podszyłam od spodu niebieską taśmą (lamówką) wykonaną z bawełny.

06

Bałam się, że przy wszywaniu lamówki elastyczna dzianina porozciąga się, ale obawy były bezpodstawne. Najwięcej trudności przysporzył mi brak nici w odpowiednim kolorze – o ironio losu, nie mieć fioletowej nici kiedy fiolet na liście ulubionych kolorów zajmuje pozycję nr dwa! Jednak dałam radę i wykorzystałam nici monofilowe bezbarwne (nić górna) i jakiś taki a’la fiolet (nić dolna). Wyszło ładnie. Wszystko się fajnie układa, tylko na metkę już nie starczyło czasu. Może jutro dorobię…

Cały dzień latałam w owych skrzydłach i na zdjęciach wyszło na jaw, że już trochę się pogniotły. Nie mniej zaświadczam – wygodne BARDZO.

Limonka w ogrodzie

Dzisiejszy dzień był jak z krainy deszczowców, więc limonkową dzianiną wprowadziłam trochę słońca w pracowni. I tak po długim czasie przestoju, ogrodowy zestaw wypoczynkowy został ukończony. Uff…

08 05

Obecność overlocka i wyrzuty sumienia w stosunku do przyszłej właścicielki limonki wzięły górę i zestaw ukończyłam. Wydaje się być mało jesienny, ale to tylko złudzenie, bo góra fantastycznie się będzie komponować z granatowymi dżinsami.

Całość wykonana jest z elastycznej i dość grubej dzianiny. Zestaw składa się z szortów z kieszeniami, bluzki bez rękawów i bluzy typu nietoperz. Bluza i szorty wykończone są lamówką z tego samego materiału. Przy wszywaniu lamówek było niełatwo nie falować tkaniny, ale właścicielce wersja falowana bardzo przypadła do gustu, więc zmartwienia nie było. Dół bluzy podwinęłam ściegiem równoległym na dwie igły. Bluza dodatkowo jest krótsza z przodu i wydłużona z tyłu. Bluzka została wykończona na surowo – tylko zabezpieczyłam brzegi na 4 milimetry ściegiem prostym. Wszystko to w trosce by nie odznaczała się spod bluzy. Efekt końcowy podoba się – czasami się coś załamie, czasami zroluje, czasami zafaluje. Nudy nie ma.

06 07

Zdjęcia wykonywane wyjątkowo telefonem. Niestety jakość nie jest pierwszorzędna, ale co nieco widać.