100% wełny w wełnie

Mrozy przyszły, więc warto zadbać o komfort cieplny. ECO jest fajne, dlatego dziś 100% wełny w wełnie, a w dodatku w morskim kolorze. Całkiem ujarzmiona okazała się być ta wełna, bo gryzła tylko trochę…
Ps. Jakby ktoś pytał, to zielony pas karate zdobyty.

0208

Sukienka jak widać może być użytkowana w co najmniej dwóch odsłonach – luźnej i wytaliowanej. Pas a’la karate zawiązany na supeł krawatowy wygląda na prawdę fajnie. Spokojnie, można iść na Wigilię w wersji z sexy talią, a jak już się człowiek porządnie naje, to w zanadrzu jest możliwość zdjęcia paska – nic nie ciśnie, brzucha nie widać, a szyk zachowany.

030709

Model sukienki już wcześniej pojawił się na blogu. Tym razem całość jest na grubej, atłasowej podszewce w przepięknym, głębokim kolorze chabru (niestety zapomniałam zrobić zdjęcia). Porządna podszewka była warunkiem ujarzmiania wełny, co by nie gilała po całym ciele.

Bałam się, ze tak rzadko tkana wełna będzie się bardzo pruła podczas szycia. Jednak zmechacone włókna wełniane ściśle się trzymały i całość po krojeniu zachowywała się na wzór filcu (oczywiście, jak komuś zależało, to można było pruć materiał). Ostatecznie szyło się bardzo przyjemnie. Jedyną trudność sprawiło mi prucie szwów (a było kilka drobnych poprawek), bo zakupiłam nici w identycznym kolorze co materiał i ciężko było je odróżnić.

04

Co do oryginalnego wykroju z Burdy (07/2014/116), całość wydłużyłam o 30 cm, zaszewki na biuście wydłużyłam do 15 cm i lekko podniosłam, dekolt obszyłam na 2 mm, a korpus lekko zwęziłam. Całość prezentuje się bardzo ładnie. Jestem zadowolona z efektu, a właścicielka sukienki jeszcze bardziej. Jest naturalnie, ciepło, kobieco i nic nie gemzi – jedym słowem „extra”!

Reklamy

Bebe po raz pierwszy

Ponura jesień za oknem. Coraz dłuższe noce i coraz cięższe poranki. A do tego ciepłe piżamy z długimi nogawkami. Pomyślałam, że trzeba zrealizować projekt z duszą, by rano wstawać z wiosenną energią. I tak powstała moja „słodziaszna” piżama w angielskim stylu…

06

Materiał (cienka flanela) zauroczył mnie od razu. A że ja kwiatowa w ogóle nie jestem, więc coś w sobie mieć musi. Piżama miała primo BYĆ WYGODNA i secondo WYGLĄDAĆ (nienagannie). Miała też uczyć, więc pierwszy raz w życiu wycięłam kołnierzyk bebe. Wyszło perfekcyjnie (z kołnierzykiem oczywiście), a reszta jak widać.

03

Rękawy i nogawki wykończone są szerokimi ściągaczami. Jest to bardzo fajne rozwiązanie bo rękawy nie moczą się np. przy myciu zębów, a szeroki nogawki nie przydeptują kapciami. Ściągacze są na tyle luźne by nie obciskać, a zapas rękawów i nogawek po długości pozwala swobodnie kręcić się przez całą noc w łóżku. Rzec by można – rozwiązanie idealne. Spodnie mojej nobliwej piżamy trzymają się na grubej gumie. Koszulka jest lekko taliowana i ma zaszewki na biuście.

04

Dekolt wykończyłam kołnierzykiem bebe i obszyłam lamówką. W zamyśle wszystko układało się nienagannie. W rzeczywistości jednak lamówka z flaneli zszyta na sznurek okazuje się być dość sztywna i nie można z niej ukręcić drobnej kokardki. Szkoda.

01

Wykrój na piżamę jest z głowy (mojej głowy). Na koniec jako użytkowniczka owego zestawu mogę stwierdzić jedno – nosi się świetnie.

08 09

Przychodzi noc, a na ścianie pojawiają się groźne cienie, tak jak na moich dzisiejszych zdjęciach…

Do Pani usług

Czyli tym razem coś na zamówienie. Miało być prosto, luźno i wygodnie, ale nie za sportowo. Wyszła sukienka idealna na obfitą kolację – można jeść i jeść, a brzucha i tak nie widać (marzenie dużego grona kobiet;) Do tego dodałam ukryte kieszenie, więc komfort w pełnym wydaniu.

080704

Sukienkę uszyłam z dwustronnej dzianina w fajnym granatowo-fioletowym melanżu. Z pominięciem rękawów, sukienka jest na fioletowej podszewce. Krój nieskomplikowany, zaszewki na piersiach, lekko taliowana na szwach bocznych z ukrytym suwakiem na plecach. Rękawy 3/4 krojone z dwóch części co widać na poniższych zdjęciach.

02 03

Dekolt ostebnowany blisko krawędzi. Kieszenie ukryte w szwach bocznych. Rękawy i dół wykończone ręcznym ściegiem krytym.

05 06

Wszystko szyło się dość przyjemnie, a efekt końcowy miło mnie zaskoczył. Wykrój, to lekko zmodyfikowana tunika z lipcowej Bury mod. 116.

Gabardyna w czerni

W swojej pracowni zidentyfikowałam Trójkąt Bermudzki. Raz zniknęła mi igła (do dziś sprawa niewyjaśniona), a ostatnio zaginęło mi 5 cm. I to było nie byle jakie 5 centymetrów. Kolor czarny, 100% wiskozy, wyprasowane. Jak by ktoś widział, to koniecznie proszę o kontakt…

010208

Jak to zasady sztuki krawieckiej nakazują, podszewkę marynarki wycięłam z zapasem na fałdę na plecach. Zapas stanowiło wspomniane 5 centymetrów. 5 cm? Rzekniecie. 5 w lewo, 5 w prawo, a cóż to za różnica? Dopowiecie. To ja odpowiem, że owe 5 cm w krawiectwie to jak 50 km na autostradzie na Poznań – można przegapić kilka zjazdów! Wspomniane 5 cm na fałdę dodałam ale go nie mam. Wszywając podszewkę wszystko wyszło na styk. Gabardyna co do zasady rozciągliwa nie jest, a wiskoza nie miała okazji się skurczyć – Trójkąt Bermudzki jak nic!

07 04

Marynarkę bez guzików i z rękawem 3/4 uszyłam z czarnej, bardzo gęsto tkanej gabardyny (100% bawełny). Tkanina o ukośnym splocie bardzo mi się podoba – ładnie się prasuje i niewiele gniecie, łatwo i przyjemnie szyje. Problematyczne były jedynie łączenia na szwach. Gdy maszyna musiała połknąć 4 warstwy materiału wszystko ledwo mieściło się pod stopką. Dodatkowo odszycie szyi początkowo wycięłam z gabardyny ale po wszyciu okazało się, że dwie warstwy tak sztywnej tkaniny (+2 zapasów szwów) nie układają się ładnie i musiałam jednak wykonać odszycie z podszewki. Ułatwiłabym sobie sprawę wycinając większą podszewkę na plecy, ale zapasu wiskozy już nie miałam. Klapy i dekolt ostebnowałam przy krawędzi na ok 1 mm, więc całość układa się teraz perfekcyjnie. Żakiet jest oczywiście w całości na podszewce.

05

(zdj. – przód dekoltu)

Żakiet szyłam z myślą o moich spódnicach z wysokim stanem. Ale teraz widzę, że będzie również świetnym dodatkiem dla spodni. Ciekawie i dość sportowo wygląda z białą koszulą, gdy mankiety rękawów wystają spod marynarki.

Model zaczerpnęłam z Burdy z 2012 roku, znalazłam go w rozmiarze 17, więc na szczęście nie musiałam dużo przerabiać. Jedynie rękawy zmieniłam na znacznie węższe, cięte z jednego kawałka i z zaszewką łokciową. Wszyłam je dość płasko.

06

(zdj. – zaszewka łokciowa i wykończenie rękawa 3/4)

Pierwszy śnieg na jedwabiu

A u mnie spadł pierwszy śnieg. Akurat na jedwab. Z tej okazji okrzyknięto mnie dziś Królową Śniegu i mam tylko nadzieję, że nie jest to aluzja do ciepłoty mojego serca…

16

W końcu wyjęłam prezent z Szanghaju i naturalny (potwierdzony zapalniczką), wzorzysty kupon jedwabiu rozlał się na moim stole roboczym, a mnie opanował (i uratował) stoicki spokój. Cena jaką przyszło płacić za metr tej naturalnej tkaniny sprawia, że ręka z nożyczkami potrafi zadrżeć. Ale jest ryzyko jest zabawa i warto próbować.

07 09 08

Zależało mi na ładnym wykorzystaniu pięknego, kwiatowego wzoru, dlatego sukienkę uszyłam według bardzo klasycznego wzoru z Burdy. Ponieważ burdowy rozmiar 36 w większości przypadków jest dla mnie raczej oversize’owy, całość początkowo uszyłam ze starej pościeli i modelowałam pod swoje kształty. Nie to żebym była jakaś drobinka, ale np. oryginalne zaszewki góry sukienki u mnie wylądowały w połowie drogi do podcięcia pach. Czasami zastanawiam się wg jakiego wzorca oni to wymiarują (???), bo mi na myśl przychodzi stereotyp Helgi zza zachodniej granicy… Krój jak widać jest bardzo kobiecy i podkreśla talię. Dopasowana góra i ołówkowy dół z krytym rozcięciem, w sumie 8 pionowych zaszewek, cięcie w talii, suwak na plecach – klasyka.

140102

Całość uszyta jest na błękitnej, wiskozowej podszewce. 99% wszystkich szyć jest ukryte, więc w sumie sukienka jest dwustronna. Jedynie zleniłam się przy rękawach i zapasy wszycia ukryłam lamówką – choć i to wygląda przyzwoicie.  Najtrudniejsze było wykończenie rękawów i dołu. Nie połasiłam się na jakiś tam ręczny ścieg kryty. O nie! Wszystko szyte na stebnówce od wewnątrz do konstrukcji podszewki. Pełen profesjonalizm. Układa się fantastycznie. Dużo pracy, a właściwie z pływającym jedwabiem, powinnam napisać DUUUŻO pracy (żeby nic się nie ciągnęło). Jednym słowem – nic nie widać i o taki efekt końcowy właśnie mi chodziło.

04 0306

Jak to zwykle bywa, za kobiece zachcianki trzeba płacić. Pół biedy jak płacą za nie mężczyźni, gorzej jak trzeba samemu pokrywać rachunki. Mi zachciało się mieć koniecznie (podkreślę słowo „koniecznie”) długi rękaw w sukience. Materiału było już mało, a raczej za mało, więc wpadłam na pomysł, że ładnie wykorzystam wzór i wytnę rękawy z ukosa. Bo przecież każdy przedszkolak wie (okazuje się, że nawet ja to wiem), że przekątna prostokąta jest dłuższa niż jego boki z osobna. Niestety myśl ta okazała się genialna przez krótką chwilę i szkoda, że u jej początku nie było przy mnie kogoś z palcem pukającym w głowę na wzór wszystkim nam znanego znaku (nawet przedszkolakom). O ile spódnica z ukosu zawsze układa się bez zarzutu, o tyle rękaw z ukosu to prawdziwy koszmar. Wszędzie się lał a wręcz ulewał, rozciągała, wybrzuszał, puchł i wkurzał autora, czyli mnie. Odwrotu nie było (chyba że na krótki rękaw), a przypomnę, że zachcianka była na rękaw długi. Musiałam usunąć mozolnie wykonywane zaszewki łokciowe i pogimnastykować się jak w callanetics’sie żeby całość przypominała rękaw z podszewki. I co? Tragedii greckiej w tym odcinku nie ma – ufff… Udało się i teraz to ja puchnę z dumy.

12 13

Patrzę i myślę sobie, że można by iść w takiej sukience zimą do ślubu. Tylko składa się tak, że akurat ja się nie wybieram. Ale na zakupy po włoszczyznę też się nada (byle by nie padało).

Ps. Przy pracy z jedwabiem wykorzystuję matę do krojenia, nóż kołowy, wycinam wszystko pojedynczymi warstwami, chodzę na paluszkach i staję na głowie, a i tak całość okupiona jest paczkami delicji i cysternami herbaty w celu uspokojenia irytacji (zwłaszcza gdy „clou programu” – dekolt wytnie się krzywo). Dobrze, że chociaż efekt końcowy zadowala (złośliwie dodam – tym razem).