01

Ho Ho Ho…

Już dawno miałam Wam pokazać, jak doskonale wyposażyłam mojego syna na wypadek wizyty Św. Mikołaja 6 grudnia 2015 (tak wiem, to już prawie dwa miesiące temu)…

02

Jestem dumna z tych skarpet jak z niewielu innych moich projektów. Nie łatwo było dobrać idealne proporcje w zakresie szerokości skarpety, ale jak okazało się po nocnej wizycie Św.M., lepiej wyliczyć nie mogłam!

05

Koniec z zachwytami, przejdźmy do technikaliów. Czerwona bawełna, materiał dość sztywny, do tego sztuczne futerko w śnieżnej bieli a’la karakuł. Skarpeta wyposażona została w niezbędne sznureczki, dzięki którym można ją przywiązać na do łóżka oraz w inicjał dający pewność A) w nocy – komu Św.M. wkłada prezenty B) o poranku – dla kogo są prezenty w danej skarpecie.

03

Ci bardziej spostrzegawczy zauważyli pewnie rozbieżność, kiedy piszę o skarpecie dla syna a na zdjęciach widać skarpety dwie. Pierwsza wyszła mi tak dobrze, że postanowiłam uszyć identyczną dla nadchodzącego maleństwa, co by było w równym stopniu przygotowane na ewentualną wizytę Św. M. w 2016 roku. A że imię już wybrane, to i inicjał mógł powstać.

ch1

Klasyka dla cierpliwych

Zanim brzuch mi urósł, uszyłam jeszcze perełkę w stylu lat ’60. Wykrój jest przepiękny, a całość prezentuje się elegancko, pomimo wykorzystania zwykłej bawełny w chabrowym kolorze.

ch4 ch5 ch6

Jest to model z listopadowej burdy z 2012 roku. Jest w 100% w „moim stylu” i od razu mnie zauroczył. Całość bardzo prosta, bez zbędnych dodatków, falban i plis, a jednocześnie każdy element jest oryginalny i kobiecy: zwężany dół, rękawek 3/4, piękny przód i uroczy kielichowy kołnierz wraz ze stójką!

Nie będę ukrywać, że model ze względu na zakładki przodu zszywane po półkolu by ładnie podkreślić biust, jest bardzo wymagający. I nie chodzi tylko o wykrojenie całości na materiale oraz zszycie zakładek, chodzi głównie o to by szycia zakładek prawej i lewej części zeszły się razem. Przyznam, że 2 zakładki musiałam poprawiać. Chętnie przełożyłabym ten wykrój na jeden z jedwabi z mojej kolekcji, ale trochę mnie to przeraża.

ch2

Osobiście uważam, że kołnierz wraz ze stójką został zaprojektowany wręcz idealnie (co rzadko zdarza mi się napisać o wykrojach z burdy). Całość dzięki szyciom pięknie układa się z tyłu do linii karku, a z przodu super podkreśla szyję i nadaję szyku kreacji. Całość bardzo mi się podoba i doskonale się nosi, więc planuję jeszcze kilka razy wykorzystać.

ch3

Podchodząc do modelu trochę się bałam, że dół z wysokim stanem na środku brzucha będzie się „balonikował” i robił wrażenie pompowanego brzucha. Jednak obawy były niepotrzebne, całość układa się fajnie, a pompowany brzuch pojawił się dopiero w okolicach 5 miesiąca ciąży.

Technicznie: 100% bawełny, całość bez podszewki, długi kryty suwak na środkowym szwie pleców, na dole małe rozcięcie, sukienka trochę krótsza aniżeli oryginał.

Zdjęcia są robione na noszonym już wzorze, dlatego przepraszam za wszystkie pogniecenia, ale przynajmniej widzicie, jak całość wygląda po kilku godzinach noszenia…

 

c1

Koło w stylu etno

To tak zwany projekt porzucony. Rozpoczęłam go w grudniu 2014 i zabrakło niewiele – suwak, podszewka dołu i podwinięcie dołu. Ale widać musiało upłynąć dużo wody w Wiśle (a raczej wyparować, biorąc pod uwagę upalne lato) i musiał mi wyskoczyć 5-o miesięczny brzuch, żebym dokończyła sukienkę na chłodniejsze dni… (W sumie, to całe szczęście, że nie wszyłam tego suwaka od razu, bo teraz bym się nie zapięła!)

c4 c3

I w ten sposób powstała pierwsza ciążowa kreacja produkcji własnej. Materiał 100% bawełny kupiłam kiedyś przez internet. Bardzo mi się spodobał wzór, choć kolory w rzeczywistości odbiegają od tych ekranowych, są bardzo „jesienne”. Trudno było mi dobrać zieloną nić, zwłaszcza, że bywam wybredna w tym temacie, a to na prawdę specyficzna zieleń.

Całość wykroju jest z grudniowej Budry 2014, zmieniłam jedynie rękawy, dekolt i długość określiłam wg własnego uznania. Kieszenie wykroiłam, ale widać w szaleńczej pogoni przed zeszłorocznymi świętami zapomniałam ich wszyć, bo znalazłam je dziś przypadkiem w pudle z tkaninami.

c5

Nie dokończyłam od razu sukienki, bo myślałam, że wykrój będzie się lepiej układał. Brakowało w nim głębszego i bardziej zwężonego podcięcia pod biustem. W efekcie całość wyglądała dość workowato, ale na 5 miesiąc ciąży okazuje się idealna! Choć potwierdzam swoją teorię o workowatości, bo jak widać nieźle kamufluje mój brzuch.

c2

Całość szyło się przyjemnie, bez większych trudności. Góra jest dwustronna, dół jest na różowej podszewce. Suwak wszyłam na plecach, a tylne zakładki troszkę zszyłam. Najtrudniejsze było równe wykrojenie dekoltu, ze względu na wzór, i wszystkich klinów (zwłaszcza przedniego) żeby się ładnie wzory „zgrały”. Ale wyszło chyba nie najgorzej.

No więc, wracamy do szycia…

IMG_1873

Ktoś na mnie patrzy

Jak by się temu przyjrzeć głębiej, to nawet nie jedna osoba…

02

Przyszło lato i kolorowy jedwab w stylu pop-art, z mojej ulubionej chińskiej kolekcji, doczekał się skrojenia. Od początku planowałam z niego bluzkę na ciepłe dni z myślą o białych spodniach i spódnicach. Już pierwszego dnia kilka osób zwróciło uwagę na bluzkę, więc chyba wyglądała całkiem nieźle.

05 06

Tak na prawdę najpierw był pomysł na bluzkę, a potem dopiero materiał. Wykrój to niemalże kalka 1:1 z Burdy (1/2012) wykrój jak w mod.117 ale zapięcie przeniosłam na plecy. Jest to łatwy model nawet jak na jedwab. Najwięcej czasu spędza się nad marszczeniem szyi, żeby było symetryczne i równomierne, a zszycia rękawów wypadły dokładnie na środku ramion. U mnie prace te trochę utrudniła lekka modyfikacja góry ze względu na wąskie ramiona. Jednak całość szyła się przyjemnie, a efekt końcowy cieszy mnie po dziś dzień.

04

Dół bluzki wykończony jest 2 mm podwinięciem, rękawki i dekolt z kolei wykończyłam lamówką wyciętą z tego samego jedwabiu. Zapięcie również obrobione jest lamówką, a wszystko wykańcza uroczy, różowo-perłowy guziczek zapinany na pętelkę (tutaj zadbałam o precyzyjność wykończenia, żebym nie mogła się do niczego przyczepić i mogła spać z czystym sumieniem).

03

Szczerze przyznam, że kupując materiał przyoszczędziłam na ilości ze względu na jego cenę. Na szczęście wymierzyłam całość niemalże idealnie, bo po wycięciu pasków na wszystkie lamówki zostało mi może 15 cm kwadratowych. Ten, w 100% naturalny jedwab jest przyjemny i delikatny, ale nie jest idealnie śliski, co nie zmienia faktu, że pięknie się leje i układa. W upalne dni bluzka idealna. Do spodni jest fajnie luźna i przewiewna, a przy spódnicach z wysokim stanem ładnie się „balonikuje”.

No i na koniec przyznam się do jednej wpadki. Mega smutnej, ale da się z nią żyć. Jak odcinałam ostatnią nitkę w bluzce (literalnie i w przenośni ostatnią) niechcący przecięłam rękaw bluzki. Rozcięcie nie jest duże, ale możecie sobie wyobrazić ogrom mojej rozpaczy w tamtym momencie…

004

Ahoj!

Projekt, który od pomysłu do realizacji zabrał mi godzinę. Zresztą przerósł początkowy plan, bo miała być tylko spódnica, ale jak widać starczyło i na bluzkę. Całość zdążyłam ukończyć zanim mąż zamknął walizki, dlatego jedzie ze mną na wakacyjne podboje. Ahoj!

?

Będzie morsko i granatowo-białe pasy wydały mi się obowiązkowe w kategorii strój wakacyjny. W szafie nic nie znalazłam, więc na szybko trzeba było uszyć „coś”. Szybko miało znaczenie, bo czasu jak zwykle przed wakacjami brak, a „coś” miało się wpisywać w autentyczne potrzeby. Wyciągnęłam świeży nabytek – cienką dzianinę bawełnianą z niewielkim dodatkiem czegoś elastycznego. Lux.

  002005006

Całość jest oczywiście mega prosta. Spódnica to klasyczna ołówkówka zwężana ku dołowi. Szef poprowadziłam z tylu, a dzięki temu, że materiał jest elastyczny, nie musiałam robić rozporka. Góra spódnicy wykończona jest szeroką gumką ukrytą w pasie zszytym ze spódnicą. Teraz wiem, że a) łatwiej, b) szybciej, c) z lepszym rezultatem końcowym byłoby doszycie gumy do spódnicy i wywinięcie jej do środka, a następnie przeszycie od dołu. Wydaje mi się, że wtedy nie byłoby efektu nierówno schodzących się pasków przy wszyciu gumy. Oczywiście nierówności widzę głównie ja, stojąc na baczność przed lustrem z podciągniętą koszulką. W naturalnym ruchu jest to całkowicie niezauważalne. (Ale w mojej opinii nie jet to już produkt idealny, choć co do zasady, w pełni kompletny)

?

Dół spódnicy jest niewykończony i surowo się roluje. Podoba mi się ten efekt. Próbowałam najpierw zawinąć materiał do środka na stopce do podwijania, ale oczywiście brzydko się rozciągał. Potem próbowałam go ręcznie zawinąć i delikatnie szyć, ale po obrobieniu połowy dołu stwierdziłam, że surowe wykończenie i tak wygląda lepiej, więc musiałam wszystko rozpruć (wszystko oczywiście w ramach wspomnianej 1 godziny).

Góra to już mega prościzna. Materiał zszyty z tyłu w komin, wycięty dekolt (z przodu głębiej ale nie głęboko z przyczyn osobistych upodobań oczywiście) i wyciętymi otworami na ręce. Dół i rękawki oraz dekold na tzw. „żywca” czyli bez wykończenia. Chętnie wykończyłabym chociaż dekolt, ale nie zostało mi nic z tkaniny, a już o cięciu z ukosu mowy być nie mogło. Jednym słowem „zero” skrawków.

Teraz ubrana od stóp do głów ruszam na wakacyjny relaks i „zagramaniczne” poszukiwania tkanin (oby owocne!). Ahoj!

08

Koniki z moich snów

Przyszedł czas na kolejny jedwab z moich chińskich zapasów. Jak dostałam ten materiał i zobaczyłam jego wzór, od razu pomyślałam, że jest jak ze snów i powinnam uszyć z niego coś na nocną porę doby. Tkanina chyba rok przeleżała w pudle, ale jak by powiedział Pawlak „nadejszła wiekopomna chwila…” i zrobiło się ciepło, więc jedwab rozlał się na stole roboczym…

03

Materiału nie było dużo, dlatego odpadała wersja zimowa piżamy z długimi, szerokimi spodniami. Starczyło w sam raz na opcję bardziej sexy, czyli figi z falbanką i luźną koszulkę. Całość doskonale się sprawdza podczas ostatnich gorących nocy. Moje koniki kłusują po niebie z gwiazd, a ja mam jeszcze przyjemniejsze sny. Szczerze powiedziawszy jestem wręcz zaskoczona wygodą, jaką sobie sprawiłam. Materiał oddycha, nie klei się do ciała, koszulka się nie podciąga, a całość wciąż wygląda szykownie. Jedwab się nie gniecie, czego sukces upatruję w mięsistości tkaniny i nie gładkim splocie.08 Jeśli chodzi o krój, całość jest dość prosta. Wykroje kopiowałam z Burdy i modyfikowałam je już na tkaninie. Góra to prosta koszulka, z rękawkiem wszywanym po skosie od podkroju szyi. Całość obficie marszczona na linii dekoltu z małym rozpięciem na plecach. Nie lubię spać w koszulkach na ramiączka, bo nawet latem marzną mi plecy, dlatego wybrałam bardziej zabudowaną wersję koszulki. Figi z kolei są bardzo proste, a wszyta gumka dała efekt wykończenia falbanką. Rękawki, dół koszulki i figi wykończone są 3 nitkową mereszką. To było moje pierwsze „spotkanie” z mereszką, dla której również marzył mi się overlock. Było miło i nawiązałyśmy już stały kontakt (czego dowody już wkrótce na blogu). Dekolt z kolei wykończyłam lamówką z jedwabiu.05

Mam nadzieję, że i Wam spodobają się koniki jak z karuzeli, a ja już mam nowy pomysł na kolejne nocne figi, więc poszukiwania odpowiedniej tkaniny uznaję za otwarte.

07

?

Kamuflaż na sen

Zamarzyło mi się moro, moro na sen pomyślałam i w ten  sposób powstała idealna piżama na wakacje pod namiotem…

?
?

Piżama dobra dla dzieci, które nie chcą iść spać – wystarczy wybiec z domu i przykucnąć w ogródku. Zabawa gwarantowana, a rodzice mogą szukać do rana… Sny w kolorach moro dodatkowo wróżą harcerskie przygody.

?

Prosty krój z szerokimi ściągaczami w nogawkach (niestety na zdjęciach ukryły się w butach), szeroką gumą w spodniach i całkiem prostą górą z rękawami wszywanymi za linią pach. Dekolt wykończony taśmą ze skosu, ale na uwagę zasługuje wykończenie rękawów.

?

Kiedyś podpatrzyłam to na youtube – jest to na 3 złożony materiał, i zszyty overlockiem, a następnie wywinięty. Szycie zabezpiecza krawędź materiału, a jednocześnie daje fajne wrażenie jakby ściągacza. Przy czym jest to chyba najszybszy sposób wykańczania rękawów. Polecam!

????

Tkanina piżamy to 100% bawełny. Kupowałam na allegro i przyznam, że jakość bardzo dobra. Porządna bawełna.

Piżama to był tylko pretekst, żeby uruchomić mój urodzinowy prezent z kategorii „marzy mi się…”. Mowa o nowiutkim overlocku ze stajni Janome, teraz żadna dzianina mi nie straszna, a i wróżę sobie mniej pracy z obrabianiem zapasów szwów. Prawie miesiąc patrzyłam na pudełko nie mając nawet chwilki, żeby wyjąć nowego przyjaciela. W końcu ukradłam trochę czasu z kategorii „czas na sen” i jak już wszyscy domownicy chrapali pod swoimi kołderkami, wypakowałam sprzęt na stół…

Pierwsze wrażenia: lekki i przyjemny dla oka. Zaczęłam naciągać nici i poziom skomplikowania porównuję z Singerem, na którym miałam okazję wcześniej pracować. Ale delikatność poruszania się stopki i poziom wydawanego dźwięku pozostawia Singera daleko, daleko w tyle. Ok. idealnej ciszy nie ma, ale domownicy się nie budzą nawet przy otwartych drzwiach do pokoi, więc jest nieźle. Trochę namęczyłam się z ustawieniem odpowiedniego naciągu dla drugiej dolnej nici ale w końcu się udało. Więc ogłaszam oficjalne rozpoczęcie testowania możliwości moich i mojego overlocka w zakresie wzajemnej współpracy. Pierwsze działania na bawełnianej dzianinie moro (w dotyku ja grubszy t-shirt) uważam za udane.

09

Etno po hindusku – wersja ze zdjęciami :)

Czy ja już kiedyś pisałam, że moimi ulubionymi kolorami są czarny, potem czarny i na trzecim miejscu czarny? Bo chyba wpisy na blogu tego nie potwierdzają. Zastanawiam się, czy podświadomość krzyczy, że mnóstwo barw tańczy w duszy mej…

10

Jak zobaczyłam ten wzór nawet chwili się nie zawahałam przed jego kupnem. Ni w 5 ni w 10 nie pasował do mojej szafy, nie mówiąc już o moim stylu, ale czasami robię coś wbrew racjonalnym przesłankom. Zaryzykowałam. I co? Powstały żakiet zakolegował się z moją czarną garderobą i świetnie do siebie pasują!

08 01

Tkania to w 100% bawełna, dość rzadko tkana, ale kroiła się idealnie. Nic nie uciekało, nie marszczyło się. Choć pracy było mega dużo, by wzór się wszędzie zgodził. To było wyzwanie i założenie nr 1 – skoro materiał jest łatwy, to wykrójmy żakiet by wszystko się symetrycznie zgodziło. I w tym momencie mojego wpisu możemy skupić uwagę na mojej osobie. Należy mnie odrobinę pochwalić;) bo w 100% cel zrealizowałam, zwłaszcza na plecach, gdzie całość wygląda prawie jak 1 kawałek tkaniny (a jak się domyślacie nim nie jest). Zgadzanie wzoru nie było łatwe, bo wycinając tkaninę trzeba brać pod uwagę 1,5 cm na zapas, który automatycznie „zjada” wzór (przy 2 częściach to robi się 3 cm wzoru skonsumowanego!) No ale jak człowiek pogłówkuje to i wzór uratuje.

06

Krój żakietu jest dość prosty – bez wcięcia, łączony na plecach szwem środkowym, wycięty pod szyję, bez zapięcia. Długość troszeczkę poniżej talii, rękawy w pełnej długości. Całość wyposażyłam w podszewkę. I to nie byle jaką podszewkę – atłasową, w kolorze chabrowym, milusińską!

03

07

Powrót do korzeni

Rany! Jakże niedoskonałe były me początki! Czyli dziś będzie o wyrzutach sumienia i powrocie do przeszłości. Bo kto szyje tytułową baskinkę, by potem ani razu jej nie założyć? Otóż, ja właśnie…

06 05 01

Moja krawiecka przygoda zaczęła się od chabrowej bluzki z baskinką, której to do niedawna ani razu nie zapięłam na plecach. Raz pamiętam, wychodząc do znajomych nawet chciałam, ale w szafie nie znalazłam odpowiednich spodni. Potem z kolei brakowało mi figury tu i ówdzie. I rok minął. Ostatnio zebrałam się, szarpnęłam bluzkę do zwężenia  i oczom nie mogłam wierzyć. Najpierw otworzyłam je szerzej i szerzej, zapaliłam dodatkowe światło, i gdy nabyłam już niemalże wytrzeszczu zrozumiałam ogrom niedoskonałości mojego pierwszego modelu. Z jednej strony, to dobry znak, bo widać postęp, a z drugiej trochę wstyd nosić model tak dalece niezadowalający. Ale, że nadal piękny, przełamałam się i śmigam w chabrowej szacie. Więc i wam pokazuję, jakie to były początki baskinki z baskinką. Dodam, że baskinka z trenem – bo taką zawsze chciałam mieć.

 03

02

Prawie jak wsypa

Podczas szycia padały w moim kierunku pytania, czy to przypadkiem nie będzie pikowana kołdra. Z daleka tkanina może i przypomina wsypę ALE nie ulegajcie temu złudzeniu, bo to prawdziwy jeans jest! A w dodatku różowy…

11 13

Wiem, wiem, doskonale wiem. Tak macie racje, zarzekałam się, że już nic z koła nie uszyję, ale święta przyszły i człowiek wymazał z pamięci wszystkie trudy i znoje tego kształtu. Uległam pokusie i urzeczywistniłam inspirację zimowej chwili. Rano do pracowni poszłam z wykrojoną marynarką, ale jak rozłożyłam ją na stole to mi się zwyczajnie „nie chciało”. I wtedy pomyślałam – to jest czas na różowe co nieco. Rachuciachu, Trzech Króli ulicą przeszło, a ja miałam gotową spódnicę. I wiecie co – bardzo ją lubię!

12

Wykrój to dwie części łączone po boku i razem dające jakieś 75% pełnego koła. Wycinałam je na tzw. „oko”. Zamek ukryłam w szwie bocznym, a pasek zapina się na uroczy, perłowo-różowy, wypukły guziczek. Oczywiście w szwach bocznych znajdziecie jeszcze dwie kieszenie. Wszystkie szwy od wewnątrz plus zapasy szwów obszyte są amarantową wstążką. Myślałam, że wszycie gotowej wstążki/tasiemki będzie estetyczne, ale chyba jestem ze starej szkoły i wolę tasiemki własnej produkcji.

18

Podszewki nie dodawałam, bo materiał jest na tyle gruby i sztywny, że nie wymaga. I powiem szczerze, że jestem miło zaskoczona, bo po całym dniu użytkowania opisywanego modelu, wieczorem z przodu w ogóle nie był pognieciony a z tyłu tylko troszkę.

14

Tym co dotrwali do tego momentu mojego wpisu zdradzę fakt, że wycięłam tą spódnicę z lewej strony tkaniny. Prawa była zbyt różowa, a lewa dzięki widoczności białej nici od razu mnie urzekła. Jest jak lody śmietankowo-truskawkowe. A jeans to jeans – dwustronnie użyteczny.

15

O mały włos bym zapomniała wspomnieć, że bluzka również mojej produkcji jest. Bardzo sobie ją cenię właśnie do spódnic zapinanych w pasie lub z podwyższonym stanem. Jest to dzianina dość elastyczna ale kupowana tak dawno, że dokładnego składu nie znam. Uszyta jest klasycznie z moimi ulubionymi, czterem pionowymi zakładkami.

Ot tyle na dziś.